Peruwińskie więzienie (Monika Winiarska)

Pokój i Dobro. Pozdrawiam wszystkich wolontariuszy Międzynarodowego Wolontariatu Don Bosco.
Witajcie


Minęły już 2,5 miesiąca mego pobytu w Peru a czas mija mi tu bardzo szybko. Już przyzwyczaiłam się do życia w głośnej stolicy Peru (Limie), gdzie nie ma żadnych zasad przestrzegania ruchu drogowego, a ludzi jest bardzo dużo. Tak jak wiecie mieszkam i pracuje w domu dla chłopców ulicy.

Trudno mi właściwie napisać, co ja tu konkretnie robię, czym się zajmuje na co dzień, bo to wynika z potrzeb. Ale tak, by wam to przybliżyć, to jestem chłopakom trochę jak siostra, trochę jak mama. Pomagam im przygotowywać posiłki, czasami budzę ich rano do szkoły. Patrzę, czy maja czysto w szafkach, uczę ich składać ubrania, dbać o porządek. Opatruje ich skaleczenia I liczne I częste urazy. Uczę ich nakrywania do stołu, do posiłków, pomagam w lekcjach, uczę angielskiego a przede wszystkim z nimi rozmawiam.

Od poniedziałku do piątku, przez 2 godziny dziennie, pracuje tez w świetlicy do której przychodzą dzieci od 7 roku życia, by odrabiać lekcje, by skorzystać z zaplecza bibliotecznego, czytać książki. Jest to również pomoc w nauce. (najwięcej mam ubawu, jak proszą mnie bym wyjaśniała im zagadnienia z gramatyki hiszpańskiej czy tez literatury, wtedy, to mało co ich rozumiem).

Co do języka, to z każdym dniem mam wrażenie, ze rozumiem I mowie więcej, choć to cały czas jest tak na prawdę mało. Na szczęście język serca jest uniwersalny I ten mnie tu ratuje.

Takim najważniejszym punktem dnia jest dla mnie Msza Święta, na której mam możliwości być codziennie. To z stąd czerpie siły i chęci do pracy z tymi ludźmi. Gdyby nie modlitwa, trudno byłoby tu żyć I trwać. Przeszkód jest wiele. Podstawowa, to nieznajomość języka. Poza tym dochodzi rozłąka z najbliższymi, z rodzina, z przyjaciółmi. Tutaj trzeba zawierać nowe znajomości, od początku budować więzi przyjaźni, które potrzebują czasu. Tu na nowo tez odkryłam piękno modlitwy różańcowej, gdzie z Maryja rozważam życie, śmierć I zmartwychwstanie Jezusa. To na różańcu ofiarowuje codziennie swoje troski, smutki, żale, złości, radości, ofiarowuje wszystko (Ona świetnie rozumie polski ).

Nie zawsze jest pięknie I ładnie. Bywają takie chwile, gdy jest ciężko, trudno, gdy myślę, że rok to szybko minie, ale powierzam Bogu. Z nim jest łatwo.

Jest to piękna rzecz móc wyjechać na placówkę Misyjna, pracować, poznawać ludzi. Dlatego wam wszystkim, którzy tego chcecie, którzy w swoich sercach to czujecie, życzę realizacji tych planów, jeśli są zgodne z wolą Bożą.

Napisze wam jeszcze o więzieniach peruwiańskich, a właściwie o jednym, w którym odwiedzałam Polkę. Wizyta ta poruszyła mnie do głębi, wzruszyła, zasmuciła ale tez wzbogaciła. Od 4 lat siedzi tu 22 letnia Marlena. Samo wejście do wiezienia było dla mnie ogromnym wydarzeniem. Dokładne sprawdzanie, przeszukiwanie ubrania, stemple na rękach, popisane numery wejścia i wyjścia, grube mury, kraty. Już to na mnie zrobiło wrażenie. W więzieniu przebywa 800 kobiet. Za zawołanie więźniarki musiałam zapłacić 1 sol. Za to, że mogłyśmy usiąść przy stoliku - 3 sole. Za wszystko tu się płaci.

Marlena była równie poruszona wizytą jak i ja, bo to były jej pierwsze odwiedziny od 4 lat. Raz w miesiącu przychodzi do niej ktoś z ambasady na 20 min, by dać 20 $ na zapłacenie więzienia, czasami zostawiają jakieś owoce, czy papier toaletowy, który jest tu na miarę złota. Nie byłam gotowa na usłyszenie jej historii trafienia do tego miejsca i w zasadzie to miałam chwilami wrażenie, ze takie rzeczy, to dzieją się jedynie na filmach amerykańskich.

Poruszyło mnie, ze tak młodziutka osoba ostatnie 4 lata spędziła w ścianach peruwiańskiego więzienia, nawet nie widząc wcześniej Limy. Z drugiej strony, to Pan Bóg ma dla każdego swój plan zbawienia. Marlena musiała trafić aż do Peru, aż do wiezienia, by uwierzyć w Boga, by się nawrócić, by doznać miłości Bożej.

Poprosiła mnie o 2 rzeczy: o papier toaletowy i Pismo Święte w języku polskim. Ta 2 godzinna wizyta w wiezieniu, była dla mnie o wiele lepsza niż tygodniowe rekolekcje. To od tej dziewczyny można się uczyć!!!

Proszę Was o modlitwę za Marlene, za chłopaków z którymi pracuje, za księdza Piotra. Czym innym jest to ze czytacie w prasie czy słyszycie, że na przykład w Limie jest dom dla 80 chłopców, którzy maja jedzenie, spanie, zapewniona naukę, a czym innym jest doświadczenie każdego dnia z nimi tu przeżytego. To cały długi proces zachodzący wewnątrz. To długie rozmowy z każdym z nich, to okazanie każdemu miłości, której nie zaznali wcześniej. Sama doświadczam, jak czasami przychodzą aby tylko posiedzieć obok, nawet nie musze nic mówić. Potrzebują być zauważani, doceniani, chwaleni - to chyba tak jak każdy z nas.

Pod agresja, głośnym zachowaniem, tak często jest krzyk z wewnątrz: zauważ mnie!!!! Jest wielkim darem, ze mam możliwość pracować z księdzem Piotrem, od którego codziennie uczę się jak należy pracować, jak należy słuchać, jak należy kochać.

Obecnie w domu mieszka 73 chłopców. Z jednej strony jest to wiele, z drugiej jednak potrzeby są dużo większe. Ulice 8 - milionowej Limy przepełnione są bezdomnymi dziećmi, młodzieżą. Okradają I napadają, by moc przeżyć, by moc zdobyć jedzenie. Choć w Polsce ludziom nie żyję się najlepiej, to jednak tam nie ma biedy. Nie zawsze stać nas na rożne zbytki, czyli jakieś zachcianki czy udogodnienia, ale ludzie głodni nie chodzą. Dlatego ksiądz Piotr rozbudowuje dom, by szanse na lepsze życie mogło znaleźć jak najwięcej młodzieży, by mogło uwierzyć, ze mogą żyć normalnie. Potrzeby są tu ogromne. Brakuje pieniędzy. Zwracam się dlatego do Was, jeśli możecie przeznaczyć choć niewielka sumę pieniędzy na to właśnie dzieło misyjne, to będzie to wielka pomoc. Tu na pewno już ks. Stanisław Rafałko - dyrektor Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego podpowie w jaki sposób można to uczynić. Jeśli ktoś nie może wspomóc finansowo, proszę o modlitwę, bo to modlitwa czyni cuda.

Od pierwszych chwil mego pobytu w Peru chodzi mi po głowie taka myśl, na ile zaufacie, na tyle dostaniecie Dlatego ufam......

Pozdrawiam wszystkim, zostańcie w Pokoju.

Monika Winiarska
Peru – Lima, 25/09/2003

 

Zobacz również

Nowe zdjęcia w galerii

Ostatnio wpisana intencja

Mariusz Lubszczyk
Proszę cię Maryjo za wstawiennictwem Św.Jana Bosco o cudowne uzdrowienie dla mojej żony Ani o zdrowie dla moich córeczek Julii i Klaudii oraz dla mnie abyś nas w zdrowiu zachować raczyła uproś mi tę wielką łaskę u Boga Wspomożycielko Wiernych. Mariusz
poniedziałek, 28 lipca 2014

Projekt w trakcie realizacji

Projekt nr 384 (Etiopia) Remont klas w szkole sióstr salezjanek w Dilla / koszt projektu 15.000 euro

Wspólnota Sióstr Salezjanek prowadzi w Dilla, szkołę zawodową dla dziewcząt. Szkoła położona jest w najuboższej dzielnicy miasta. Ludzie żyją tu poniżej poziomu biedy. Sytuacja kobiet jest szczególnie trudna. Siostry starają się o ich edukację, by w przyszłości wydobyć je z nędzy materialnej i moralnej, oraz przygotować do godnego życia jako żony i matki przyszłych rodzin.

Więcej …


 






 
 
 
Salezjański Ośrodek Misyjny
ul. Korowodu 20
02-829 Warszawa
tel. 22 644 86 78
misje@salezjanie.pl
www.misje.salezjanie.pl
 
Działalność
Adopcja na odległość
Wolontariat
Projekty misyjne
Multimedia Don Bosco
Wydawnictwo
Animacja misyjna
Modlitwa
Dom rekolekcyjny
Muzeum misyjne
Sklepik misyjny
O nas
Placówki misyjne
Listy z misji
Nasi ludzie
Media o nas
Linki
Aktualności
Pozostałe strony
Galeria
Wspomóż misje
Pressroom
Kontakt